O mnie

F1000012Słowa wypowiedziane przez malarza, Wiesława Wałkuskiego: „Dziś wiem, że sztuką nie jest malowanie widzialnego, lecz otwarcie oczu na niewidzialne” kojarzą mi się z moją przygodą z Vedic Art.

Zanim w ogóle wiedziałam co to znaczy lubiłam wziąć kartkę, pastele i malować mandale. Czasami wychodziło jednak coś innego. Na przykład wokół małej mandali w rogu kartki powstawały dziwnie wijące się linie w różnych kolorach i efekt, który mi się podobał. Siadałam sobie nad czystą białą powierzchnią i malowałam coś co sprawiało mi przyjemność, co płynęło bez wysiłku i planu, gdzieś z wnętrza mnie i okazało się, że to jest malowanie intuicyjne, malowanie tego co się czuje a nie widzi.

W czerwcu 2010 r. w Śpiglówce na warsztatach Vedic Art prowadzonych przez Adrianę Mościchowską poznałam 17 starożytnych zasad wedyjskich, które rozświetliły mi drogę mojej przygody z malowaniem. Wzięłam do ręki pędzel i farby, a na sztalugach postawiłam płótno… I tak mnie to malowanie wciągnęło, że zdecydowałam się zrobić II stopień i w tym celu 9 sierpnia znalazłam się w pociągu do Sieradza. 12 godzin podróży z dwiema przesiadkami, ale było warto. Kurs odbył się w Budzicznej i prowadziła go Magdalena Marcinkowska, która nie tylko organizuje fajne warsztaty, ale też tworzy piękne Anioły. Zakochałam się w Magdalence i jej Aniołach :)

vedic-art-galeria3Następnym przystankiem na mojej vedicartowej drodze był kurs nauczycielski. Och, co to był za kurs… Oczy i serce otworzyły się jeszcze bardziej.

Gdy kładę białe płótno z myślą malowania wchodzę w swój wewnętrzny proces. Wybieram farby, wyciskam z tubki kolory i zaczyna się misterium malowania. Pojawiają się pomysły, czasem dziwne, impulsy, za którymi idę. I kąpię się w przyjemności bycia twórcą. Efektem jest obraz często zaskakujący mnie samą.
I nie wiem czy to jest sztuka w klasycznym rozumieniu, ale na pewno jest to coś niezwykłego, niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju.
A co jest w tym najpiękniejsze? To, że ty też możesz namalować obraz, którym się zdziwisz i zachwycisz.
A nawet więcej, tak jak tworzymy obraz możemy też tworzyć nasze życie, bo jesteśmy też twórcami własnego życia, niezwykłego, niepowtarzalnego, jedynego…

 

 

O kursie nauczycielskim

SONY DSCNa Iwonę Mazurek trafiłam cudem, gdy już myślałam, że odłożę kurs nauczycielski na następny rok. Moja jasnowidząca przyjaciółka powiedziała mi: „Vedic Art to twoja droga”, karty anielskie potwierdziły, że jestem już gotowa prowadzić innych. Sama to czułam całą sobą. I wtedy spełniło się powiedzenie: „Kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel”. Prawdziwy nauczyciel… Jaki jest?

Prawdziwy nauczyciel natychmiast rozpozna gotowość ucznia. Prawdziwy nauczyciel nigdy nie uzależni ucznia od siebie, nawet dla zachęty, gdyż „gotowy” uczeń musi być już panem własnego losu i własnego poziomu zaangażowania. Takim prawdziwym nauczycielem jest Iwona Mazurek. Jechałam do Siedlec z otwartym umysłem i pełną gotowością. W zatłoczonym pociągu, na jednej nodze, ale z radością, że oto coś fajnego wydarzy się w moim życiu. I zaczęło się…

Piękna, przestronna sala ozdobiona mandalami przyciągającymi wzrok, serdeczność i otwartość w oczach nauczycielki. Poczułam się tak, jakbyśmy znały się od dawna.

vedic-art-galeria22Przechodziłam razem z uczestnikami na nowo wszystkie zasady i ich dopełnienia, ale patrzyłam na to już jakby z innej perspektywy. Raptem stały się bardziej jasne i bliskie. A przede wszystkim zostałam „zaproszona do Świątyni Vedic Art”, gdzie pracowałam z jej czterema filarami, w wyniku czego powstały moje nowe obrazy. To było jak kliknięcie i otwarcie, czułam, że się unoszę, że oto coś nowego się rozpoczyna. Iwonka z serdecznością i kompetencją wprowadzała mnie też w arkany prowadzenia warsztatów.

Ten kurs to było nawet coś więcej niż się spodziewałam. Powstało wiele pięknych, energetycznych obrazów, w tym cudna „Jedność” namalowana przez wszystkich uczestników. Wystawa naszych prac była doprawdy imponująca. Wręczanie dyplomów na tle własnej twórczości było niezwykłym przeżyciem. Zostałam naprawdę pasowana na nauczyciela.

Moim największym pragnieniem teraz jest być dobrym nauczycielem dla uczestników moich warsztatów i robię wszystko, żeby tak się stało.

Zapraszam do uczestnictwa we wspólnym przeżywaniu siebie i dotarciu do istoty swego serca, bo jak powiedział Curt:

Rozwinęliśmy swoje umysły zapominając o rozwoju serca. A przecież brak serca to brak miłości nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla nas samych. Przebudzenie serca daje nam wolność, radość i poczucie bezpieczeństwa. Tylko tak możemy odnaleźć swoją własną, wolną od porównań, indywidualną drogę. W przestrzeni serca wiemy, co mamy myśleć, mówić i robić gdyż tylko dzięki sercu wiemy, co jest dla nas najlepsze.Curt Källman

Moje strony:

Masaż polinezyjski

2011-2018 VedicArt Mazury - Valid XHTML - stat4u - code and design by Kamil Kozłowski